Translate

niedziela, 10 grudnia 2017

THANK YOU CALIFORNIA

Cześć! Jest tu ktoś jeszcze? Będę zaskoczona, jeśli okaże się, że tak. Miałam sporo spraw na głowie, co za skutkowało brakiem postów przez jakiś czas. W tym poście chciałam podziękować Kalifornii. Chcę, aby był to dla mnie post, do którego będę mogła wracać kiedy chcę, aby przypomnieć sobie mój czas tam. Obecnie mieszkam w stanie New Jersey, przeprowadziłam się. Są tego i plusy i minusy, ale czuję się dobrze i jestem szczęśliwa, a to jest chyba najważniejsze, prawda? 
Mój czas w Kalifornii był zarazem najgorszym i stresującym, ale też bardzo ciekawym, śmiesznym i zapadającym w pamięć. Dla was ten post może być po prostu mini zwiedzeniem okolic San Francisco, gdzie miałam okazję mieszkać przez dwa miesiące. Mam nadzieję, że wszystkie zdjęcia się wam spodobają. Dodałam też filmik, który jest sklejką snapów i wygłupów. Chciałam wam dodać też filmik z imprezy studenckiej ale nie wiem dlaczego pliki i rozmiary nie chciały się zgrać. Szkoda. Dużo tego nie było, ale przynajmniej byście zobaczyli kawałek domu studenckiego zapełnionego bawiącymi się studentami z realnego życia, a nie z filmu. Tak czy inaczej - enjoy!






NIE, TO JESZCZE NIE KONIEC





CZY KTOŚ Z WAS BYŁ KIEDYŚ W CALIFORNII?


wtorek, 26 września 2017

Plastry na wągry. Cudo czy ściema?

Cześć!
Staram się dodawać posty regularnie co każdy weekend, jednak ten weekend miałam tak zapchany, że dosłownie wychodziłam rano z domu i wracałam późno w nocy. Nawet w piątek wieczorem byłam poza domem, więc nie miałam kiedy zrobić zdjęć do tego posta dlatego publikuję dopiero dziś.
Pamiętam, że kiedy byłam młodsza, plastry na wągry nie były w Polsce popularne. Kiedy byłam w gimnazjum szukałam ich dużo w drogeriach i aptekach, ale nie umiałam znaleźć. Pamiętam, że nawet próbowałam "domowy sposób", czyli kupienie białego plastra w rolce (wiecie, ten taki bez gazy) i nalepianie na nos. Oczywiście, efekt był zerowy. Teraz, po kilku latach i nieco większej wiedzy na ogólny kosmetyczny temat mogę się trochę na temat tych plastrów wypowiedzieć. Co działa najlepiej, maski/żele? Plastry?
Zanim wyleciałam do USA w Rossmanie pojawiły się plastry na nos i na twarz - brodę i czoło. Kupiłam i miało to całkiem spoko efekt. W USA musiałam kupić tutejsze plastry na wągry. Jest tu taki fajny sklep gdzie można kupić kosmetyki dość tanie, nazywa się Marshalls. W pierwszych miesiącach pobytu w USA, kupowałam plastry na wągry z koreańskich firm (taak kocham Koreę lalalalala) i efekt był super. Chciałam spróbować coś nowego więc przerzuciłam się na tą taką czarną maskę/żel na wągry. Wiecie, nakładacie na nos, czoło i brodę i czekacie aż zaschnie a potem odrywacie. Jeeny, nie dość, że się strasznie z tym nabrudziłam to jeszcze zero efektu. Dlatego też od wtedy już pozostaję wierna plastrom. Wiadomo, że to wszystko zależy od cery, od skóry, jednak jak dla mnie najlepszym wyborem są plastry.
Obecnie używam tych z Biore i jestem zadowolona. Takie czyszczenie robię sobie jakoś raz na 2 tygodnie, próbowałam co kilka dni, ale nie opłaca mi się, bo po prostu plastry są w więszości czyste więc czułam, że je matruję.
Wydaje mi się, że ma mojej skórze nie widać wielkiego efektu po plastrach, ponieważ mam cerę tłustą i duże wągry więc czy są pełne czy puste to i tak widać, że je mam. Dla mnie jest to jednak takie odświeżenie twarzy, jak dla każdego kąpiel na co dzień.

Czy wy używacie plastrów? Z jakiej firmy używacie?


poniedziałek, 18 września 2017

17.09.2017 What makes you happy

Czasem mam takie dni, kiedy nic mi nie wychodzi, a co najgorsze ja również nie czuję się dobrze. Nie umiem się na niczym skupić, mam ochotę wrócić do Polski, iść do łóżka, zakryć się kocem i iść spać. Nie lubię takich dni, ale kto lubi? 
Mówię sobie wtedy tylko, że to taki jednorazowy zły dzień, muszę to przeczekać i tyle. Czas nie stoi w miejscu więc wkrótce będzie wieczór i będę mogła zasnąć i zostawić ten nieudany dzień za sobą.
Zdarza się jednak czasem, że mam zły dzień w weekend kiedy nie pracuję. Wtedy czas ucieka bardzo wolno i muszę znaleźć sobie coś do roboty, żeby dosłownie nie popaść w depresję z nadmiaru negatywnych myśli. Mam więc kilka rzeczy/aktywności (?) które poprawiają nieco takie nieudane dni.
Po pierwsze otwieram okno aby wpuścić do pokoju świeże powietrze. Kładę się na łóżku, włączam tryb samolotowy w telefonie, zakładam słuchawki i puszczam ulubioną playlistę z telefonu. Dodatkowo jeszcze zakładam opaskę na oczy i się relaksuję. Nie staram się zasnąć i wam też to odradzam, chodzi o to aby się zrelaksować, pomyśleć o wszystkim, może nawet pomyśleć o wyjściu z jakiś sytuacji jeśli takowe macie. Nie zasypiajcie, bo to zepsuje wam humor jeszcze bardziej.

Czasem, w szczególności z rana pomaga mi też medytacja. Próbowaliście? Kiedy mam zły poranek ale równocześnie dużo czasu to zapalam kadzidło i medytuję. Nie ustawiajcie sobie żadnych alarmów na telefonie, nie patrzcie nawet na godzinę. Po prostu pozwólcie sobie być.

Otwieram album ze zdjęciami. Tu w USA nie mam albumów, wszystkie zostały w domu w PL, ale mam sporo zdjęć na komputerze. Siadam i po prostu oglądam zdjęcia, wspominam. Czasem się pośmieję, czasem nawet popłaczę. Oto w tym dniu chodzi. Macie zły dzień więc macie święte prawo sobie popłakać. Wypłaczecie wszystkie smutki i następnego dnia będzie o wiele lepiej! Uwierzcie mi, to sprawdzona metoda i na prawdę działa. Każdy z nas ma pewien okres w przeszłości za którym z pewnych powodów bardzo tęskni. Zamknijcie drzwi do pokoju żeby nikt wam nie przeszkadzał i po szlochajcie sobie. A jeśli ktoś wejdzie do pokoju to po prostu powiedzcie, że oglądaliście akurat smutny moment w serialu/ filmie czy coś.
Wiele razy czytałam bądź oglądałam widea gdzie inni mówią coś w stylu "kiedy masz gorszy dzień, wyjdź z domu, pobądź z przyjaciółmi!", a ja sobie myślę... co? gdzie? po co?
Kiedy mam gorszy dzień, ostatnia rzecz którą chcę robić to wychodzenie z domu. Odwołuję wszelkie spotkania, przekładam plany. Po co się zmuszać? Po raz kolejny - to twój dzień! Musisz wyrzucić z siebie te emocje, wypłakać się, pobić poduszkę i te sprawy. 
I właśnie co za tym idzie - kiedy mam ciężki dzień to do niczego się nie zmuszam. Co przez to rozumiem: moja dzienna rutyna zawiera kilka aktywności, które codziennie wykonuję - ćwiczenia fizyczne, ćwiczenie śpiewu, ćwiczenie tańca, czytanie co najmniej pół godziny dziennie. Jeśli i ty masz jakieś "obowiązki" zrezygnuj z nich (no chyba, że pomagają ci w złym dniu, wtedy jak najbardziej je wykonaj). Uwierz bądź nie, ale jeśli przez jeden dzień nie wykonasz tych wszystkich czynności, to świat się nie zapadnie, a ty przeżyjesz.

Robię sobie makijaż. Nie każdemu to pomaga, mi w sumie to nie pomaga, ale jest to czynność, którą lubię robić szczególnie kiedy mam gorsze dni. Wiem, że raczej nigdzie nie będę wychodzić więc mogę swobodnie poćwiczyć technikę makijażu, bez zmartwień, że ktokolwiek mnie zobaczy. 

A wy macie jakieś sposoby, które pomagają wam przebrnąć przez zły dzień?

niedziela, 3 września 2017

My TV shows / Seriale 03.09.2017

Cześć! Nie pisałam wam o moich ulubieńcach miesiąca od bardzo długiego czasu. Kurczę, to może być już nawet ponad rok! W serii ulubieńców, zawsze pisałam wam o moich serialach. Od ostatniego czasu zaczęłam oglądać wiele nowych seriali i pomyślałam, że może dla niektórych z was być to idealny temat. Wielu z nas lubi odrywać się od rzeczywistości właśnie za pomocą seriali. Po szkole/pracy bądź w weekendy zawsze brałam przekąskę i wieczorem przed snem zaczynałam oglądać nowe odcinki moich ulubionych seriali.
Seriale które wam przedstawię są w przypadkowej kolejności, nie posiadam ulubionego i najmniej lubianego. Lubię je wszystkie!
Zacznijmy jednak od pewnej aplikacji, która jest idealna dla wielbicieli oglądania seriali. Aplikacja nazywa się TV Time. Dodajecie tam sobie seriale które oglądacie oraz zaznaczacie obejrzane już odcinki. Aplikacja pokaże wam kiedy nadchodzą następne odcinki, pokazuje wam ile czasu przeznaczyliście na oglądanie wszystkich seriali. A coś co ja uwielbiam robić to sprawdzanie reakcji innych osób na dany odcinek. Super aplikacja! Już nie gubię się w odcinkach i nie przegapiam nowych.
A teraz uwaga, bo seriali będzie sporo.

1. 13 reasons why
Jestem pewna, że większość z was dokładnie wie co to za serial. I w sumie bardzo dobrze. Opowiada on o dużym współczesnym problemie, a bardziej problemach. Znęcanie się nad innymi, tracenie przyjaźni, nastoletnia miłość, wzloty i upadki, zdrady przyjaciół bądź osób nam bliższych, gwałt i niestety w końcu samobójstwo. Brzmi nieciekawie jak większość filmów dokumentalnych puszczanych nam w szkołach, mających na celu nas pouczać i pokazywać, że życie nie jest kolorowe. Jak każdy zinterpretuje "13 reasons why" to już od każdego zależy, jedno jest pewne - serial jest bardzo ciekawy i skupiony na jednej konkretnej dziewczynie która powoli opowiada jak się to stało, że postanowiła popełnić samobójstwo. Jeśli nadal sądzisz, że to nudne to obejrzyj zwiastun. Też sądziłam, że serial ten będzie nudny, bo to totalnie nie moja tematyka, ale sposób w jaki jest on stworzony jest mega ciekawy i każdy odcinek zostawiał za sobą pewną nieodkrytą tajemnicę, tak więc musiałam oglądać następny i następny i tak do końca. Odcinków jest 13 i każdy z nich opowiada o jednym powodzie, który doprowadził główną bohaterkę do samobójstwa.


2. Falling water
Totalnie moja tematyka i całkowicie nie umiałam oderwać się od tego serialu. Bardzo uzależnia, jeśli tematyka was interesuje. Chodzi tu o świadome śnienie. Serial opowiada o pewnej grupie osób, którzy dzielą swoje sny, nawet o tym nie wiedząc. A czy to tak do końca sny? Serial jest po pierwszych odcinkach trochę chaotyczny, ciężko się połapać kto, co, gdzie itp. W każdym z odcinków jest pokazane trochę więcej życia każdego z bohaterów, na przykład w jednym odcinku skupiamy się na znalezieniu pewnej kobiety o której jeden z głównych bohaterów bez przerwy śni, a co więcej, jest pewny że tą kobietę zna, pomimo, że każdy dowód mówi o tym iż ona nie istnieje. Jest jeszcze kilku innych bohaterów, jednak całość skupia się na odnalezieniu pewnego bardzo potężnego chłopczyka, który ma być synem głównej bohaterki. Trochę klimaty jak w "Incepcji".


3. Imposters
Dość zabawny serial o przebiegłej i bardzo utalentowanej kobiecie, która co jakiś czas udaje inną osobę aby uwieść swój "cel", wyjść za niego/nią, zabrać wszystkie pieniądze i uciec. Po pewnym czasie się to niestety kończy, kiedy jeden z oszukanych mężczyzn jest na tyle zdeterminowany aby znaleźć innego oszukanego mężczyznę i tak razem szukają innych aby w końcu odnaleźć ich "drugą połówkę" i się na niej odegrać. Nie wiedzą oni jednak o tym, że główna bohaterka nie działa sama a na czyjeś polecenie... i wcale nie jest wolna i szczęśliwa. Jak się to skończy? Powiem wam tyle - śmiesznie.


4. Riverdale
Serial, który na pierwszy rzut oka nie jest za bardzo o mojej tematyce, jednak kiedy obejrzałam zwiastun... Najbardziej porwało mnie to, że ten serial jest po prostu... ładny. Nie wiem jak to inaczej opisać. Bohaterzy są ładni, krajobrazy, budynki, domy są ładne. Zaczęłam oglądać serial i okazał się być całkiem dobry! Z niecierpliwością czekam na następny sezon. A o czym jest? O grupie nastolatków. Serial jest dosyć mroczny i cały czas odkrywamy coraz to nowe sekrety każdego z bohaterów. Generalnie zaczyna się od tego, że ginie brat jednej z bohaterek. Jak? Kto go zabił? I czy jest on w ogóle martwy? Obejrzyjcie, bo warto.


5. Sense8
Jeden z nielicznych... albo nawet JEDYNY serial na którym płakałam. Jest niesamowicie godny polecenia i mam nadzieję, że większość z was da temu serialowi szansę. Jest cudowny. Opowiada o grupie ośmiu osób rozbitych na całym świecie. Do pewnego momentu swojego życia nie są świadomi tego, jak bardzo są wyjątkowi. Generalnie w serialu chodzi o ludzkie wcielenia. Bohaterzy mogą w każdym momencie zamienić się z inną osobą z swojego klanu miejscami bądź po prostu ich odwiedzać. Każdy z głównych bohaterów ma swoje problemy i pomagają oni sobie nawzajem. Chyba to właśnie w tym serialu jest najlepsze - ukazanie żyć zupełnie innych od siebie ośmiu osób, które odkrywają się na nowo. Widz łatwo utożsamia się z co najmniej jednym bohaterem. W serialu jest wiele wspólnych scen bohaterów, które są po prostu... piękne i wzruszające. Niestety przez to, że są oni wyjątkowi, jak to zawsze w Amerykańskich serialach bywa - są ścigani i muszą walczyć o przetrwanie. Ich życie od pierwszego do ostatniego odcinka całkowicie się zmienia. Nawet teraz pisząc o serialu łezka mi się w oku kręci, bo pamiętam jak cudowny był dla mnie ten serial. Niestety stacja postanowiła nie tworzyć nowego sezonu, jednak powstaje odcinek specjalny na prośbę fanów. Będzie smutno obejrzeć finalny odcinek specjalny, ale z dwojga złego, dobrze że stacja nie utnie bez odpowiedzi tak cudownego serialu.  


6. Stranger Things
Super serial, który większość z was chyba kojarzy. Oglądałam go dosyć dawno, teraz czekam na kolejny sezon. Serial opowiada o kilku młodych bohaterach i paranormalnych zjawiskach dziejących się w pewnym miasteczku. Jeden z młodych bohaterów znika bez śladu, za to pojawia się tajemnicza dziewczyna która wygląda jakby skądś uciekła. Ma ona pewne zdolności które pomagają reszcie kontaktować się z zaginionym chłopcem. Akcja serialu rozgrywa się kilkanaście lat temu. Lata 80te? 90te? Nie pamiętam. Jest całkiem ciekawy bo nikt tak do końca nie wie, co jest powodem tych wszystkich paranormalnych zjawisk. 


7. The exorcist
Nie sądziłam, że tego typu serial mnie wciągnie a jednak. Może to dzięki obsadzie, która już od początku zapowiadała się super? Nie wiem. Jak po tytule można wywnioskować, serial opiera się na egzorcyzmach a konkretniej chodzi to o pewną rodzinę gdzie nastolatka zostaje opętana. Po drodze dowiadujemy się, że nie jest ona pierwszą opętaną w tej rodzinie. Jak się to wszystko skończy i czy w ogóle się skończy? Zobaczcie sami!


8. The OA
Mam mieszane uczucia co do tego serialu, ale ze względu na fantastyczną tematykę i to, że jest dość ciekawie zrobiony, obejrzałam wszystkie odcinki. Serial opowiada o kobiecie, która wiele w swoim życiu przeszła i wiedziała, że jest wyjątkowa ze względu na to iż w młodym wieku zmarła i spotkała po śmierci coś wyjątkowego... co pozwoliło jej nadal żyć. Po wielu latach została uprowadzona i spotkała ludzi, którzy dzielili ten sam dar co ona. Mają oni jednak pewną misję i zajmuje im wiele lat aby odkryć co mają zrobić. Dodatkowo, cały czas są pod kluczem swojego porywacza. Kiedy w końcu udaje się uciec głównej bohaterce, wraca ona do domu i znajduje ludzi, którzy są w stanie jej pomóc w jej misji. 


9. Timeless
Super serial! W skrócie i na temat: Główni bohaterzy to naukowcy bądź wojskowi. Zostają zatrudnieni do ciekawego projektu w którym mają ratować przeszłość. W serialu istnieje maszyna czasu, która zostaje wykradziona przez pewnego mężczyznę. Używa jej on aby namieszać z przeszłości. Główni bohaterzy mają go ścigać i wszystko naprawiać. Zobaczcie sami jak im się to udaje i co najważniejsze - dlaczego jeden z bohaterów serialu tak bardzo stara się namieszać w przeszłości?


10. Westworld
Mega ciekawy serial dziejący się w niedalekiej (chyba) przyszłości. Porusza ciekawy problem (bądź przyszły problem?) czyli sztuczny świat. Założyciele tytułowego "Westworld" utworzyli mini świat w klimacie dzikiego zachodu, gdzie mieszkają ludzie/maszyny. W prawdziwym świecie, bogaci ludzie przyjeżdżają do "Westworld" aby po prostu się wyżyć. Mogą tam robić co chcą, gdyż mieszkańcy sztucznego świata są maszynami a co poranek wszystko się resetuje i wraca do normy tak jak było tak więc ludzie/maszyny o niczym nie pamiętają. A przynajmniej nie powinny. Sęk w tym, że niektórzy odkrywają iż Westworld to nie tylko sztuczny świat a także bardzo dobrze ukryta gra. Od siebie powiem wam tylko, że jestem bardzo ciekawa kolejnego sezonu, bo sposób w jaki skończył się pierwszy... jest niesamowicie zaskakujący.


11. Sweet Vicious
Zabawny i wciągający serial. Dwie główne bohaterki to studentki, które poznały się w pierwszym odcinku serialu. Jedną z nich jest dziewczyna, która została zgwałcona, jednak zamiast się poddawać, poszła na lekcje walki i zaczęła szukać innych gwałcicieli aby dawać im nauczkę. Druga dziewczyna jest dość mądra ale i śmieszna a jej główny talent to komputery.... i złe nawyki. Razem tworzą ciekawy team i kopią tyłki gwałcicielom na kampusie. Cały czas działają zamaskowane, niestety po jakimś czasie zaczynają się zabójcze problemy.


12. Touch 
Serial odkryłam niedawno, a jest on z 2011 roku. Obejrzałam go dość szybko, bardzo mnie wciągnął (jak z resztą każdy serial o którym tu piszę). Opowiada o autystycznym chłopcu, który porozumiewa się poprzez liczby. Jego ojciec w końcu odkrywa jak to wszystko działa i zaczyna "słuchać" syna. Podąża za liczbami i ku jemu zdziwieniu, prowadzą one do ciekawych sytuacji. Niestety chłopiec trafia pod opiekę instytutu społecznego a wkrótce jego ojciec odkrywa, że trafił tam, ponieważ więcej osób dowiaduje się jak jego syn jest wyjątkowy. Z biegiem serialu dowiadujemy się, że nie jest jedynym takim i jest oczywiście ścigany. Dowiadujemy się też o co w tym wszystkim chodzi. Bo chodzi o coś większego. Chociaż czy tak do końca się dowiemy to nie wiem, ponieważ stacja niestety przerwała serial. Ostatni odcinek na całe szczęście zakończył się dobrze, jednak jego zakończenie pokazuje, że miały być kolejne sezony. Na prawdę szkoda, że kolejnych sezonów nie ma.


13. Limitless
I już ostatni serial na dziś to serial o facecie, który bierze narkotyk i się staje mądry. Tak, serio. 
Przypadkiem poprzez swojego przyjaciela próbuje bardzo ciężko dostępnej tabletki, która powoduje, że potrafi on zrobić co tylko chce. Oczywiście z wielu powodów sprawy stają się skomplikowane i w rezultacie główny bohater pracuje dla FBI codziennie biorąc tabletkę, a dodatkowo jest szantażowany przez mężczyznę, który zapewnia mu zastrzyki, dzięki którym główny bohater nie odczuwa bolesnych efektów ubocznych tabletki, jednak w zamian za to musi zapewniać tajemniczemu mężczyźnie pewne informacje. Serial jest oparty na filmie z 2011 roku o tym samym tytule. Jestem dopiero na 5tym odcinku więc wiele wam o serialu opowiedzieć nie mogę.


Które seriale znacie a które dzięki temu postu chcecie zobaczyć? 

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

27.08.2017 Jak to jest mieć swoje życie za granicą?

Cześć! Piszę do Was już z Californii! Tak, tak już się przeprowadziłam. Opuściłam Virginię niemal 2 tygodnie temu. Początek był ciężki, ale jest coraz lepiej i już prawie znowu czuję się "jak w domu". Virginia była moim domem przez cały poprzedni rok. Miałam tam przyjaciół, nową "rodzinę", dom, wiedziałam jak i gdzie jeździć, gdzie są moje ulubione sklepy, ulubione parki, miejsca na spacery, punkty gdzie spotykałam się wieczorami z znajomymi. W Californii wszystko jest inne, nie mam tu (jeszcze) przyjaciół, do rodziny jako tako nie przywykłam ani im nie zaufałam (jeszcze) na tyle, żeby nazwać ich rodziną. Nie mam pojęcia gdzie co jest. Muszę zaczynać od początku.
No i do swojej obecnej lokalizacji dodaję bonus: +3 godziny różnicy czasowej - teraz kiedy wy rano wstajecie, ja dopiero kładę się spać.
Chyba najdziwniejszym dla mnie dniem był dzień przeprowadzki. Kiedy spakowałam cały mój rok do dwóch walizek, zobaczyłam "mój" pokój pusty, tak jak na początku kiedy tam przyleciałam... a kiedy tam przyleciałam? Wydawało by się że jakiś tydzień temu. Przecież dokładnie pamiętam wypakowanie wszystkich rzeczy z Polski, pierwszą paczkę, którą wysłała mi mama z Polskimi rzeczami, których tak brakowało mi za oceanem.
A teraz, ROK później musiałam opuścić "mój" dom który już tak dobrze poznałam i do którego się już przyzwyczaiłam, wsiąść w samolot i poznać nową rodzinę, przyzwyczaić się do nowego domu i okolicy. Kiedy byłam w samolocie, cały czas myślałam "Wiesz, że teraz w tym momencie mogłaś być w samolocie do Polski? Mogłaś wrócić do swojej rodziny i swojego miasta." To prawda. Mogłam wtedy lecieć do Polski zamiast do Californii.
Przez pierwszy tydzień żałowałam, ale nie żałowałam mojej decyzji. Teraz kompletnie nie żałuję. Brzmi dziwnie? Uwierzcie, wiele osób czuje to co ja. Z jednej strony chcecie być już w Polsce w swoim rodzinnym domu, zjednoczeni z rodziną, której tak bardzo wam brakuje, a z drugiej strony wiecie że to teraz wasz czas, że więcej się to już może nie zdarzyć. Poza tym, że mieszkacie w innym kraju, zarabiacie więcej pieniędzy, macie lepsze życie no i właśnie... macie WASZE życie. NOWE życie.
Kiedy opuściłam Polskę, byłam świeżo po 20-tych urodzinach. Po ukończeniu szkoły średniej nie miałam potrzeby wyprowadzać się z domu, wiedziałam już, że moim planem będzie bycie au pair. Nie wyleciałam jednak od razu po szkole. Nie miałam na to pieniędzy ani doświadczenia z dziećmi. Zanim zdobyłam wszystko co potrzebowałam, minęło prawie półtora roku. Oczywiście nie wiedziałam, że zajmie mi to tak długo. W każdym razie, moim życiem był mój dom z całą moją rodziną, moje piękne miasto na południu Polski jakieś prace dorywcze, blog. I to tyle. Nie wychodziłam nawet zbyt dużo z domu, bo nie miałam wielu znajomych. Bałam się jechać pociągiem w inne miejsca niż te, które znałam od dziecka, bałam się jechać samochodem więcej niż 30 minut, bałam się nawet zamawiać pizzę przez telefon czy generalnie załatwiać cokolwiek gdziekolwiek.
Kim jestem teraz? Chyba zupełnymi przeciwnościami. Nie miałam tu wyboru jak załatwiać urzędowe sprawy sama. A to, że zrobiłam to w innym kraju używając innego języka zburzyło w mojej głowie pewien mur strachu(?). Zaczęłam używać auta o wiele więcej, zaczęłam używać metra i busów dojeżdżając do wielkich Amerykańskich miast, które widzicie w telewizji. Zaczęłam używać samolotów do przemieszczania się pomiędzy stanami. Zaczęłam zwiedzać, zdobywać nową wiedzę i poznawać wiele ludzi. Poczułam, jakbym dopiero po raz drugi w życiu otworzyła oczy. Doświadczyłam wiele rzeczy na własnej skórze przez jeden rok niż przez pozostałe 20 lat życia.
Dorosłam.
Nie mam teraz tej blokady, którą miałam kiedyś. "Nie mogę tu pojechać. Dlaczego? No bo... no bo jak? Nie mam pieniędzy, nie wiem co zrobić na miejscu, nie mogę przecież tak zostawić tego wszystkiego." Czego? Życia? Jakiego życia? Życie należy najpierw stworzyć. Nie chcę by moim życiem było mieszkanie przez całe życie w tym samym mieście, nie chcę żeby moim życiem była szkoła, praca, rodzina i dzieci. Chcę, żeby moim życiem były nowe doświadczenia i nowa wiedza, zdobywana nie przez ekran telewizora/komputera, a poprzez bycie w wielu miejscach. Chcę to dosłownie poczuć. Tak jak czuję teraz.
Codziennie żałuję, że nie mam mnie w domu z rodziną.
Codziennie tęsknię.
Codziennie się zmieniam.
Codziennie widzę coś nowego.
Codziennie na nowo zdaję sobie sprawę z tego, jaką szczęściarą jestem mając okazję widzieć to wszystko co widzę, i otwierać mój umysł na coraz to nowe doświadczenia.
Codziennie jestem dumna z siebie za to, że zrobiłam ten krok i wyrwałam się z nudnej rutyny.
Moje życie już nigdy nie będzie takie samo. I jest to wspaniała rzecz.